Historia jednego mrugnięcia
Żyjemy w postpanoptycznym świecie. Benthamowski Panoptikon znalazł swoje współczesne odbicie zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i w sieci. Na przemian pełnimy rolę nadzorcy i więźnia – jesteśmy jednocześnie obserwatorami i obiektami obserwacji.
Jawny ekshibicjonizm splata się tu z przeraźliwą skopofobią. W tej dychotomii pulsuje powieka, która w mikrosekundowych interwałach odcina nas od okulocentrycznego spektaklu świata. W tym ułamku sekundy, pozornie błahym i niezauważalnym, z pola widzenia znikają fakty.
Nasza rzeczywistość przypomina Panoptikon – system nieustannej obserwacji. W ciągłym mruganiu oczu, w powtarzającym się przecinaniu linii widzenia przez powiekę, pojawia się dramatyzm. „Akcja” i „cięcie” następują po sobie w stroboskopowym rytmie, przesyłając obrazy często niejasne i sprzeczne.
Należy być czujnym. W świecie wszechobecnej transparentności anonimowość staje się strategią przetrwania. Podlegamy permanentnej kontroli. Możemy być pewni jednego – w chwili, gdy nasze oczy się zamykają, ktoś inny nadal patrzy.





